Cytat na dziś:

„Życie jest proste, to ludzie upierają się by je komplikować”

środa, 30 listopada 2011

Motywacja i jej częsty deficyt w życiu codziennym

W naszym życiu codziennym potrzebujemy motoru napędowego. Nie da się ukryć, że niejednokrotnie upadamy, brak nam sił i chęci. Co wtedy robimy? Często  spadamy w otchłań czeluści zwanej powszechnie depresją czy dołem. Niektórzy obierają to za styl życia, bo przecież lepiej jest być zawieszonym w czasie i przestrzeni, dryfując coraz to bardziej w nicość i zatracając własne JA  robiąc z siebie bezduszną maszynę. Wszystko to byłoby jeszcze znośne, gdyby nie fakt, że ci „surferzy”  ciągną za sobą niejedną osobę. Jak wyrwać się z tego chorego wiru? Jak odwrócić grawitację czarnej otchłani depresyjnego doła?  Tak jak po zepsuty samochód na trasie przyjeżdża wsparcie techniczne, tak i my powinniśmy mieć swój „zestaw naprawczy”, który pozwoli wrócić na właściwą drogę naszego życia. Czym więc jest taki zestaw? To może być wszystko co, co na nas działa dopingująco, co przywraca motywacje, chęć do życia i działania. Dla niektórych są to pozytywnie nakręcone osoby, które zawsze pomogą wyczłapać się z dołka. Inni mają swą ulubioną książkę, film, muzykę. Każdy znajdzie coś dla siebie, a jeżeli jeszcze nie znalazł- to powinien. Warto poświęcić trochę czasu na poszukiwanie czegoś, co być może ułatwi nam resztę naszego życia; zatrzymać się na chwilę i odkryć przyczyne naszej awarii.

Podam Wam teraz parę filmików z kolekcji mego zestawu naprawczego:





To jedynie przykłady, jeśli ktoś chciałby więcej materiałów, piszcie: mojedrogowskazy@gmail.com  Jest to mail dopiero co i specjalnie założony na potrzeby tego bloga:)


niedziela, 27 listopada 2011

Świat- nasza wyspa skarbów

Ciężko nam sobie wyobrazić , że na drodze naszej szarej codzienności możemy odnaleźć niepowtarzalny skarb. Czasem mijamy go jak gdyby był dla nas niewidzialny, nieosiągalny , bojąc się wyciągnąć po niego dłoń nadziei.  Zakopani po uszy w naszych urojonych kłopotach boimy się zmienić życie na lepsze. Wolimy odpływać w marzenia, śnić o czymś mając świadomość, że nigdy nie znajdą pokrycia w rzeczywistości. Tak więc żyjemy na świecie lecz jesteśmy jedynie cieniami przewijającymi się na przestrzeniach dziejów i sądzimy, że tak też musi być.  Ale czy czasem nie mamy wrażenia, że i my możemy dołożyć cegiełkę  w tej małej historii do której mamy okazję należeć? Że jesteśmy przykuci do szarej egzystencji jedynie żelastwem naszego  nicnierobienia i zniechęcenia? Współczesność uczy nas pragnąć i chcieć więcej lecz czy kiedykolwiek zastanawialiśmy się czego tak na prawdę chcemy , oprócz tego co oferują nam kolorowe reklamy i bilboardy? Gonimy wciąż za czymś i potykamy się o własne nogi , chcemy mieć wszystko i nic. Ale co tak na prawdę mamy i co moglibyśmy mieć? Czy to będzie rzecz bardziej trwała niż sterta plastiku w naszych szufladach?  Czy za przykładem dziecka drzemiącego w nas nie zechcemy  zatrzymać się na chwile i schylić się po nasze szczęście. Każdemu z nas zdarza się  pogubić, czasem drogi zdąża się tak poplątać że nie dostrzegamy już wyjścia. Wtedy wystarczy się rozejrzeć.  Bo zawsze znajdzie się pomocna dłoń i to od nas zależy czy skorzystamy z okazji i odważymy się na najbardziej emocjonującą podróż naszego życia-podróż w głąb samych siebie.

Wpis gościnny Anny Domysławskiej, pomóżcie mi przekonać tą urokliwą niewiastę by sama zaczęła pisać:)


czwartek, 24 listopada 2011

Nastaw się na pozytywne fale

Często słyszę opinie, że czyjeś życie to seria rutynowych zdarzeń. Opinie, że nowy dzień nie różni się niczym od poprzedzającego. Zachodzi tu pewien rytuał. Wstać, a raczej zostać brutalnie wyrwanym ze snu przez nasze budziki i to zawsze zbyt wcześnie, zjeść coś, ogarnąć się, iść do szkoły czy pracy, wrócić, odpocząć przy „magicznym pudle”,  wypełnić jakieś tam obowiązki, iść spać. Co u niektórych zostało to wszystko skrócone i to po najmniejszej linii oporu i plan dnia zamyka się w 3 punktach: wstać, przetrwać, iść spać. Jak to się ma do radości? Otóż jak się czujemy czytając ten opis? Wzbudził on zapał i chęć do życia, prawda? Otóż nie do jasnego kurczaczka, jak możemy oczekiwać jakiegoś zaskakującego przełomu skoro nastawieni jesteśmy na monotonie? Czy sądzicie, że sportowiec nastawiony z góry na przegraną wygra kiedykolwiek jakieś zawody? Mamy zdolność nastrajania się jak radio. Czy wiecie, że w każdej sekundzie, dociera do nas z otoczenia około 2 000 000 bitów? Z czego my w świadomym procesie jesteśmy w stanie odebrać jedynie 134bity z nich? Więc tak jak radio nastawione na częstotliwość Zetki nie zagra nam RMFki, tak ty, nastawiając się na przytłaczającą monotonię nie zauważysz nawet pojawiającej się okazji na przełom choćby była przed twymi oczami! Czy zauważyliście takie ciekawe zjawisko, gdy np. kupiłeś samochód w kolorze czerwonym, raptem na ulicach pojawiło się więcej czerwonych samochodów. Gdy bliska Ci kobieta zajdzie w ciążę, nagle na ulicy jest więcej kobiet w stanie błogosławionym. Gdy idziesz na kurs prawa jazdy i zaczynasz praktyczne zajęcia, chodząc po mieście widzisz coraz więcej L-ek. Czy to nie dziwne? Otóż nie, to normalne, po prostu nasza uwaga skierowana była na konkretnym celu i nasze receptory były wyczulone na dane obiekty by było ich jak najwięcej w tych 134 bitach. To ciekawe narzędzie wykorzystane w odpowiedni sposób morze być bardzo pomocne. Warto się zastanowić, na czym Ty chcesz się skupić i jak będą wyglądały twoje 134bity w ciągu każdej cennej sekundy Twego życiaJ

wtorek, 22 listopada 2011

Czy masz aż tak ciężko, by było to powodem do narzekań?

Codziennie napastuje nas masa komunikatów. Jesteśmy istotami społecznymi, wiec dziwne byłoby, gdybyśmy nie wymieniali informacji między sobą. Czyniliśmy to od zarania dziejów. Tylko co z nami się stało ludzie?  Dlaczego większość z tego, co słyszymy to zwyczajne „biadolenie”? Narzekamy na wszystko co się da: na polityków, na rząd, na władze, na niezadawalającą płace, na ludzi, naszą sytuacje… Można by wymieniać w nieskończoność, do narzekania zawsze znajdzie się powód. Lecz czy na pewno? A może stwarzamy go sami? Co dzień słyszymy masę złych wiadomości, masmedia nas nimi zasypują, budząc wrażenie, iż to całe zło jest  normalne. Przyzwyczajamy się do tego, sądząc, że nie mamy na to wpływu, a jedynym co możemy zrobić, to ponarzekać. Dlaczego? Bo to przecież łatwiejsze, bo każdy może to zrobić, bo to nie wymaga wysiłku, zaangażowania i pracy. Ale czy coś to zmieni? Owszem, zmienia, ale jedynie na gorsze. Stajemy się coraz bardziej bierni  „pompując się” negatywnymi emocjami i wzmacniamy wrażenie wszechobecnego zła, które pokazuje nam w kółko nasze coraz to bardziej płaskie „pudło” będące w większości domów obiektem wielogodzinnego kultu.  Czy nie macie tego dość? Czy nie dodaje wam to codziennego ciężaru? A może nadszedł czas to zmienić? Mam dla Was propozycję:

Czyś nie jest to ciekawsze rozwiązanie, wnoszące coś więcej do naszego życia?  Warto zastanowić się też, kto najbardziej i „najgłośniej” narzeka? Otóż odpowiedź jest prosta i bolesna, ten ku ma temu najmniej powodów i unika odpowiedzialności za własne życie! Nie będę tu się rozprawiał, podsumuję to krótko, najszczęśliwsi i czerpiący szczęście ludzie to Ci, którzy przeżyli w życiu wiele nieprzyjemności. Oni są wolni od zarazy narzekań, bo wiedzą, że szkoda na to życia, że jest zbyt krótkie i zbyt piękne by je tym zatruwać…. Jeśli twierdzisz, że masz powód do narzekań, obejrzyj:


Oni mieliby prawo do narzekania… Ale co? Nie czynią tego… to co mogliby uznać za swą słabość, zamieniają w swą siłę inspirując nas tym samym. Czy nie daje nam to do myślenia? Czy gdybyś staną twarzą w twarz z takimi ludźmi nadal miałbyś powód do narzekań? To jedynie nieliczni, ale wierz mi, że oni są wśród nas, może nie dotknięci przez życie, ale często nazywani szaleńcami, szaleńcami którzy inspirują i pchną życie do przodu i sieją pozytywne emocje wokół siebieJ



Czym jest życie?

Każdemu z nas wydaje się, że wiemy co znaczy „Żyć”. Jest to przecież najbardziej rutynowa „czynność” każdego naszego dnia. Tak jak każdemu słowu przypięto temu definicje, by ludzie mogli twardo trzymać się schematu i podążać wyznaczonymi torami. I tak każda dziedzina nauki ma swą odrębną „regułkę” określającą czym dla nas jest życie. Nie podważam tu autorytetu ludzi, którzy te poglądy wcielili w życie, a wręcz przeciwnie, podziwiam ich, gdyż zadali sobie trud zastanowienia się nad samą istotą tego słowa, niezależnie do jakiej dziedziny nauki było im to potrzebne. I w tym tkwi cały sęk. Ludzie w dzisiejszych czasach mają praktycznie wszystko podane na tacy. Z doświadczenia wiemy, że mało kto docenia coś, co dostanie za darmo. Dopiero nasz trud, wysiłek, pot a nawet łzy, nadają wartości. Czy inaczej jest tu? Czy każdy zastanawiał się, czym dla niego jest życie? Jaki dla nas ma sens? Jaką wartość? A Może jaką wartość chcemy mu nadać? Nie rozważając nad tym to tak jakby używać przedmiotu, który nawet nie wiemy jak się nazywa, nie wspominając o tym, do czego służy. Po prostu, intuicyjnie, niejednokrotnie w funkcjach mijających się z celem czy nie wykorzystując pełnego potencjału przedmiotu. Analogicznie, jak możemy żyć, nie wiedząc czym życie jest dla nas i co dla nas znaczy żyć? Każdy z nas, w mniejszym lub większym stopniu, szuka i nadaje definicje swemu życiu. Na koniec przytoczę słowa, które zmieniły bieg moich poszukiwań:

„ Życie to proces stawania się sobą na miarę jaką sobie wyznaczysz”

Jaka jest Twoja miara?