Cytat na dziś:

„Życie jest proste, to ludzie upierają się by je komplikować”

czwartek, 22 grudnia 2011

Happy Christmas (War Is Over)… w świetle ostatnich wydarzeń



Ostatnie dni nie przyniosły nam wesołych wieści. Tegoroczne święta z pewnością nie będą spokojne i wesołe dla rodzin poległych żołnierzy jak i ich kompanów w Afganistanie. Media mówią o tym sporo. Cała ta podniosła otoczka, ceremonie i przemowy… Może jestem wyczulony, ale czytając niektóre wypowiedzi  przedstawicieli naszego rządu z tych uroczystości można się załamać…
„- Łączymy się wszyscy w bólu z rodzinami poległych, wierząc głęboko, że ich śmierć, choć żadna śmierć według nas żywych nie ma sensu, przyniesie ulgę, tym którzy tu na tej ziemi chcą żyć w pokoju - powiedział Tusk.”- możemy przeczytać na  interii. Jak do cholery czyjaś śmierć może przynieść ulgę?!  Schodząc nieco z humanizmu, owszem, jakiegoś tyrana, ale żołnierzy na misji pokojowej i to w dodatku rodaków?  „- Chcemy, żeby wszyscy pamiętali tu w Afganistanie i w naszej ojczyźnie, że tych pięciu Waszych, odważnych kolegów niosło nie wojnę, ale pokój i pomoc, dlatego ta śmierć boli nas jeszcze bardziej - podkreślił premier.”  No faktycznie, wszędzie rzucające się podziały, na MY którzy siedzimy bezpiecznie w kraju i kłócimy się na obradach i WY odwalający „brudna robotę” narażając swe życie i jak „życie” pokazuje osieracając dzieci i czyniąc swe kobiety wdowami… I w imię czego? Zastanówmy się, czego tak naprawdę? Czy aby na pewno pokoju? A może kryje się pod tym coś  „śmierdzącego”?



  Dlaczego tak jest?


 

Czy Borysewicz ma racje śpiewając, że ludzie tacy są i nie będą nigdy lepsi? A może wyznaczyć by takim strefę „rozpierduchy” na jakiejś odległej wyspie, gdzie ci, którzy chcą, będą mogli zabijać się na wszelkie sposoby nie „mieszając” w to osób postronnych. Dlaczego tak wiele ofiar to niewinni cywile, gdzie aż 1/3 to dzieci?! Nawet obecnie są one wykorzystywane i tresowane na maszyny do zabijania. Zabierane z domów, bądź uciekające się do ostateczności dołączają do rebeliantów i są niejednokrotnie bardziej „przydani” i posłuszni niż dorośli. Więcej powie o tym ten FILM.
Poruszając już wojnę ogólną, to kto tak naprawdę z kim walczy? Czy człowiek na placu boju wie dlaczego tak naprawdę zabija kogoś z na przeciwka? A co gdyby się okazało, że mają podobne wartości i idee? Wyszłoby na to że walczą, zabijają i giną za idee i niejednokrotnie chore ambicje swych dowódców… A co gdyby to wszystko było jedną wielką mistyfikacją i okazało się, że obserwujemy i bierzemy udział w krwawej partii szachów, w której jesteśmy jedynie pionkami?


Jest to ciężki filmik w odbiorze, oglądałem go parę lat temu i nie zrozumiałem przesłania, pisząc ten wpis przypomniałem go sobie (szczerze mówiąc szukałem go ponad 3h) i zrozumiałem. W bardzo interesujący sposób obrazuje mechanizm tej „rozgrywki”.  Jednak nie chciałbym kończyć w tak przykrym nastroju, zważywszy na to, że idą święta, czas radości i nadziei. Nadziei na lepsze jutro i na nowe życie. Taką też nadzieje sieje John Lennon. Choć jego życzenie gwiazdkowe, by wojna się skończyła, nie ziści się tak długo jak Ziemię będzie zamieszkiwał człowiek, to starajmy się uczynić nasze najbliższe otoczenie bardziej pokojowym i oszczędzić sobie nawzajem niepotrzebnych zgrzytów i przykrości;) Wesołych Świąt!!!





wtorek, 20 grudnia 2011

…beat the machine that works in your head…

Czasy współczesne to era wszechstronnej komputeryzacji. Maszyny kontrolują coraz to więcej aspektów naszego życia. Wszędzie ich pełno. Znajdziemy je w przedmiotach z którymi mamy styczność na co dzień: samochodach, pralkach, zmywarkach czy też nowszych kasownikach komunikacji miejskiej. Coraz częściej to właśnie one rejestrują czas i jakość naszej pracy, a niejednokrotnie wręcz zastępują w niej człowieka. Nie ma co się dziwić, że niepostrzeżenie dobrały się do naszych głów! TAK, często działamy niczym automaty. Dlaczego tak sądzę? Otóż każdego z nas można porównać do takiego komputera, na którym od dziecka instalowane są pewne „programy” , nasz zestaw startowy, zwany rodzicielskim wychowaniem. To właśnie przez te programy w pierwszych etapach życia będziemy odtwarzać „pliki” rzeczywistości. To od nich zależeć będzie ich jakość. Z czasem parę nowości dorzuci społeczeństwo w postaci rówieśników, a bardzo często wpadnie też sporo „wirusów” z mediów. Wszystko to składa się na sprawność i jakość naszego „komputera”. Na „pakiet startowy” programów mamy niewielki wpływ, zależy to od naszych rodziców i ich punktu widzenia, postrzegania świata. To oni wybierają „najlepsze” dla nas programy, z którymi niekoniecznie musimy się utożsamiać. I gzie tu ten automatyzm? – Właśnie w braku modyfikacji! Czy w swoim komputerze, na którym właśnie to czytasz, nie uaktualniasz programów? Nie instalujesz nowych udogodnień, które pasują Tobie, a nie innym? Które sprawiają, że twoje życie staje się choć trochę łatwiejsze? Może nie? Bo po co, przecież pierwsza wersja też działa. To nic że nie odtwarza najnowszych plików, nie ma tylu ciekawych funkcji, ale po co coś zmieniać, dobrze jest jak jest, a maszyna dalej działa:].  To od nas zależy jak jest postrzegany przez nas plik rzeczywistości i przez jaki program go odtworzymy.  W każdym momencie możemy dokonać modyfikacji. Niechciany i nieużyteczny program można usunąć i zastąpić spójnym z nami, przydatnym i bardziej pożytecznym. Takim, który polepszy jakość odbieranych plików.

„Ten, który chce, zawsze znajdzie metodę, a ten, który nie, wymówkę”



Warto przemyśleć, czy jestem osobą, która w swym funkcjonowaniu ułatwiam swe życie i korzystam najnowszych osiągnięć techniki, czy dalej pracuję na dyskietkach, bo tak mnie nauczono i to działa…

piątek, 16 grudnia 2011

Oaza spokoju

Tempo dzisiejszego biegu niejednokrotnie zapędza nas w kozi róg… W tych trudnych, kryzysowych chwilach najchętniej wcisnęlibyśmy pauzę w filmie naszego życia, bądź w ogóle wysiedli z tego pędzącego pociągu by złapać oddech, by przenieść się w inne, spokojne miejsce, gdzie wszystko zatrzyma się choć na chwilę. I w rzeczy samej, każdy z nas tego potrzebuje. Nawet najlepsza maszyna potrzebuje oliwienia, a my, niejednokrotnie działając jak one wypracowujemy się i właśnie wtedy zaczynamy zgrzytać. Bez odpowiedniego naoliwienia możemy „ zatrzeć” nasz cały mechanizm prawidłowego funkcjonowania i zatracić sens… Jak tego uniknąć? – Należy odnaleźć swą Oazę Spokoju. Ma ona różne postacie. Możemy odnaleźć ją w sobie, w naszym „wewnętrznym świecie”. Podróż w głąb naszej świadomości może dostarczyć sporo ukojenia, o ile po drodze uporządkujemy „bałagan dnia codziennego”. Pomocne w tym mogą się okazać wszelkie metody medytacji, relaksacji czy yoga. Drugą drogą jest strona zewnętrzna. Tu w rachubę wchodzą wszelkie formy uzewnętrzniania się, każdy znajdzie coś dla siebie, czy jest to jazda konna, fotografia, czy długie spacery. Wszystkie te czynności, które sprawiają nam przyjemność przenoszą nas w inny wymiar, w miejsce, gdzie czujemy że żyjemy na prawdę, w nasze sacrum.  Mówią, że „w zdrowym ciele zdrowy duch”- i sporo w tym prawdy. Dbajmy o swe ciało. Uprawiajmy sport i dobrze się odżywiajmy. Każdy z nas na pewno doświadczył złego samopoczucia wywołanego przez niezdrowy, szybko „pochłonięty” fastfood; jak zarówno nieopisaną ulgę po wycisku na siłowni. Nasze ciało jest cudem, dostaliśmy je na całe życie, więc czemu niejednokrotnie nie dbamy o jego kondycje, większą uwagę zwracając na to „czy alu felgi w moim BMW błyszczą się wystarczająco” , bądź „czy te spodnie mnie nie pogrubiają”.  I właśnie nawał tych BŁACHOSTEK kumulujących się non stop zakłóca naszą wewnętrzną harmonię…  Co ciekawe, gdy połączymy wszystkie te „oazy”, wewnętrzne i zewnętrzne, nic, ale to absolutnie nic nie zakłóci naszej równowagi. Nikt nie zdoła zakłócić naszej harmonii, a problemy uważane za nie do rozwiązania, okażą się o wiele prostsze niż zdawaliśmy sobie z tego sprawę.

piątek, 9 grudnia 2011

Odmienne stany świadomości

Każdy z nas żyje w paru światach. Wszystkie rządzą się swoimi prawami, wyznaczają inne priorytety, oczekują i potrzebują czego innego. W życiu codziennym jesteśmy trybikami w mechanizmie organu społeczno-rządowego, wymaga się tu od nas konkretnych, notorycznych czynności które wykonujemy niczym maszyny. Każdy musi wpasować się w konkretne miejsce mechanizmu i przyjąć odpowiedni kształt, by maszyna mogła funkcjonować. Gdy wybija godzina 15 „wylogowujemy” się przełączamy program na „plac zabaw”. Tutaj możemy choć trochę odsłonić swą osobowość, pokazać coś więcej niż dobrze nakręcony mechanizm niczym w szwajcarskim zegarku. Lecz czy na pewno? Pojawia się tu kolejny problem, a raczej 3 problemy. Można powiedzieć, że naszą głowę zamieszkują 3 ludziki które toczą ze sobą nieustanną walkę o kontrole nad nami. Pierwszy z nich zwie się ID. To on często jest nazywany tym głosem diabełka który nas kusi. Jemu przypisywane są wszystkie pragnienia odczuwania przyjemności, wszelkich popędów, najskrytszych pragnień. Nie obchodzi go zdanie innych, dba tylko o siebie i swoje zachcianki. Często staje mu w szranki EGO. Ten to dopiero racjonalista. Zawsze patrzy na to, co powiedzą inni. Dopasowuje się zawsze do warunków otoczenia i jest niezłym konformistą. Żeby tych nie było za mało znalazł się „trzeci do pary heros” – SUPEREGO. Świętoszek jeden. Zawsze potrafi wzbudzić moralniaka i poucza co wolno a czego nie. Rzadko kiedy wszyscy żyją w zgodzie. To tak jakby zamknąć w jednym pomieszczeniu w jednym pomieszczeniu trzech kibiców różnych drużyn piłkarskich i uzgodnić która jest lepsza. Z pewnością skutki  byłyby makabryczne, takie tez są niejednokrotnie w naszych głowach. To dlatego niejednokrotnie czujemy się źle, nie wiedząc czemu, mamy złe nastroje czy powszechne „doły”. Niejednokrotnie eksperymentujemy chcąc odizolować czy uciszać jednego ze wspaniałej trójki, jednak z różnymi rezultatami, a knock out wszystkich ich naraz doprowadzi nas do letargu. Więc warto zadać se pytanie: Kiedy czuję się dobrze? Kiedy czuję że żyję? Każdy z nas ma takie momenty i właśnie dla nich warto żyć i je pielęgnować i to jest ten najpiękniejszy program, Program Różowych Okularów, kiedy cały świat staje się piękny nie myślimy o niczym, a cieszymy się chwilą obecną i napawamy tym pięknym stanem. Czym są Twoje Różowe Okulary?


Zainspirowane spektaklem „Plac  Zabaw” w wykonaniu grupy Kolor Konkret Crew ze Szkoły Tańca DanceOFFnia z Białegostoku

wtorek, 6 grudnia 2011

Cudem jesteś Ty…

Ludzie dziś są pełni kompleksów. To smutne, ale prawdziwe. Jest to także przyczyną wzmożonej podatności na manipulacje. Szczwane lisy wyczulone na każdy tego przejaw bez krępacji wykorzystują tę powszechną dziś słabość.   Co tu daleko szukać, „głupie pudło” zrzędzące i sugerujące iż może „Masz za dużo kilogramów? Zrzuć je z nami…” bla bla bla…. Co to znaczy dużo? Czy mamy wyglądać jak te wieszaki z wybiegów? Ludzie( w szczególności apel do kobiet), z mego punktu widzenia mówię, że faceci to nie psy, na kości się nie rzucamy! Poza tym strach się do takiego szkieletora przytulić, bo jeśli się go nie połamie to się sam pokaleczysz. Nie, nie mam nic do szczupłych kobiet, ale do przeraźliwie chudych owszem. To już choroba! I co jest źródłem? I w tym momencie znów wracamy do błędnego koła opinii publicznej! Czy naprawdę w to wszystko wierzysz? Mogą mówić, że jesteś za gruby, za niski, za brzydka, za wysoka, za, za ,za ,za…. Ale czy to prawda? Skąd oni to wiedzą? Jakie mają prawo by Ci to mówić? Czy wiedzą lepiej jak masz się czuć? Dlaczego miałbyś/ miałabyś dać se to wmówić? Pamiętaj, ludzie widzą Cię takim, jakim sam się czujesz. I nikt, ale to nikt nie jest w stanie Ci wmówić, że jest inaczej, jeśli mu na to nie pozwolisz. Bo czy nie lepiej, zamiast kolejnego szarego poranka, narzekania że jest za wcześnie, spojrzeniu w lustro i stwierdzeniu jak okropnie wyglądam, było by wstać z uśmiechem spojrzeć w lustro:
Facet: „ Jaki ze mnie przystojniak, babki to się za mną uganiają. Jestem zajebisty taki jaki jestem, wiem że mam wiele cech które świadczą o mej wartości, a raczej czynią mnie bezcennym, za wszystko inne płace platynką Mastercard:D”
Kobieta: „Jestem piękna, inteligenta, mam taki radosny uśmiech (uśmiechnij się), jestem szczęśliwa z faktu jaka jestem i ludzie właśnie za to mnie lubią. Wszędzie emanuję energią, ludzie dobrze czują się w mym towarzystwie, bo ja świetnie czuję się w swojej skórze”
Wszystko zależy od naszego podejścia, i wiedzcie, że jesteście wspaniali, jesteście chodzącymi cudami:) Nie wierzycie? Oto coś na podparcie mego zdania:



sobota, 3 grudnia 2011

Instrukcja Obsługi

Dzisiejsze czasy coraz bardziej przyzwyczajają nas do prowadzenia za „niewidzialną rączkę”. Na każdym kroku mamy wytłumaczone i wałkowane co, jak i z jaką precyzją i dokładnością mamy zrobić. Ze wszystkich stron zalewają nas coraz to bardziej absurdalne i wręcz obrażające naszą inteligencje instrukcje.  Mamy instrukcje jak myć ręce, korzystać z toalety, ubrać się na taką a nie inną okazje może jeszcze niedługo wymyśla jak oddychać czy pod jakim kątem patrzeć na osobę w takim a nie innym nastroju… Owszem, nie mam nic przeciwko instrukcjom obsługi, w wielu przypadkach jest ona niezbędna, ale dlaczego to się tak posunęło, że powstało coś takiego jak INSTRUKCJA ŻYCIA? Tak, nie pomyliłem się… w biegu codzienności, niejednokrotnie nie zwracamy na to uwagi, ale jest obecna na każdym kroku i wpajana od najmłodszych lat. Cały nasz system kreuje nas na bandę maszyn sterowanych przez grupkę ludzi w centrum dowodzenia. Czym jest główny pilocik do mas? Heheh, to magiczny obiekt kultu większości domów, uważane za jedno z najbardziej dostępnych form taniej rozrywki, a dla drugiej strony jest to główne narzędzie do prania mózgu… Ach te bogactwo wyboru wśród kanałów, taaaak, w których większości leci to samo, tylko w innej formie:]. Owszem, są ciekawe stacje, które sam śledzę , ale można je wymienić na palcach jednej ręki spośród całej masy. Pewnego razu zaskoczyło mnie, co oglądała niespełna nastoletnia siostra pewnego znajomego i warto tu wspomnieć, że były to godziny popołudniowe. Był to jakiś program na MTV,  którego idea polegała na tym, że pary które są związkami, były rozdzielane i bez ogródek kopulowały między sobą i wygrywa ta która odgadnie kto z kim spał, a kto pozostał wierny, gdzie zobaczyć było można urywki w pół ocenzurowanych wręcz orgii. Nie no świetnie, to przecież całkiem normalne i nie ma w tym nic dziwnego. Więc co się dziwić że później w gimnazjach na przerwach dzieci bawią się w „słoneczko” , a coraz większy przyrost naturalny zaczyna się notować wśród nastolatek, począwszy od wieku gimnazjalnego. Idąc dalej, system edukacji. Czy nie macie wrażenia, że zamiast nas rozwijać, niejednokrotnie hamował nasz rozwój, twierdząc że „odstajemy od innych” zabijając naszą indywidualność, nasze pasje i zainteresowania. „Musicie robić to co inni! Musicie się podporządkować! Państwa dziecko odstaje od grupy!”. Śmiechu warte, nie wspominając o lekcjach PRZEDSIĘBIORCZOŚCI, gdzie uczą nas przede wszystkim jak pisać CV. Warto by wtedy przynieść na lekcje słownik języka polskiego zamiast podręcznika do PP. Ale co tu więcej pisać, dołączę jeszcze ciekawy filmik ciekawie oddający całą ideę: