Ciężko nam sobie wyobrazić , że na drodze naszej szarej codzienności możemy odnaleźć niepowtarzalny skarb. Czasem mijamy go jak gdyby był dla nas niewidzialny, nieosiągalny , bojąc się wyciągnąć po niego dłoń nadziei. Zakopani po uszy w naszych urojonych kłopotach boimy się zmienić życie na lepsze. Wolimy odpływać w marzenia, śnić o czymś mając świadomość, że nigdy nie znajdą pokrycia w rzeczywistości. Tak więc żyjemy na świecie lecz jesteśmy jedynie cieniami przewijającymi się na przestrzeniach dziejów i sądzimy, że tak też musi być. Ale czy czasem nie mamy wrażenia, że i my możemy dołożyć cegiełkę w tej małej historii do której mamy okazję należeć? Że jesteśmy przykuci do szarej egzystencji jedynie żelastwem naszego nicnierobienia i zniechęcenia? Współczesność uczy nas pragnąć i chcieć więcej lecz czy kiedykolwiek zastanawialiśmy się czego tak na prawdę chcemy , oprócz tego co oferują nam kolorowe reklamy i bilboardy? Gonimy wciąż za czymś i potykamy się o własne nogi , chcemy mieć wszystko i nic. Ale co tak na prawdę mamy i co moglibyśmy mieć? Czy to będzie rzecz bardziej trwała niż sterta plastiku w naszych szufladach? Czy za przykładem dziecka drzemiącego w nas nie zechcemy zatrzymać się na chwile i schylić się po nasze szczęście. Każdemu z nas zdarza się pogubić, czasem drogi zdąża się tak poplątać że nie dostrzegamy już wyjścia. Wtedy wystarczy się rozejrzeć. Bo zawsze znajdzie się pomocna dłoń i to od nas zależy czy skorzystamy z okazji i odważymy się na najbardziej emocjonującą podróż naszego życia-podróż w głąb samych siebie.
Wpis gościnny Anny Domysławskiej, pomóżcie mi przekonać tą urokliwą niewiastę by sama zaczęła pisać:)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz